Zawsze kiedy Cleo miała złe przeczucia, oznaczało to, że niedługo stanie się coś niedobrego.
Poranki w Wammy's House były najbardziej parszywym rodzajem poranków, jakie istniały. Cleo nienawidziła ani poranków, ani Wammy's House, ale w żadnym wypadku nie chciała, żeby cokolwiek zmieniło się w jednym, lub drugim. Lubiła jedynie Matta i Mello, a oni zawsze byli przy niej, jednak od rana miała złe przeczucia, dlatego spodziewała się, że niedługo coś się zmieni i to nie będą zmiany, które jej się spodobają. Nie miała jednak wpływu na większość rzeczy dookoła niej i to ją drażniło - nie lubiła, kiedy otoczenie informowało ją, że jest bezsilna i niepotrzebna. Wystarczające znaki dali jej i Mattowi rodzice x lat temu. Cleo nie pamiętała niemal niczego z tamtego dnia i jedynym, co utkwiło jej w pamięci było to, że obudziła się rano z bardzo złym przeczuciem i to był właściwie ostatni raz, kiedy Cleo i Matt widzieli mamę i tatę.
Matt mówił, że pamięta, co się zdarzyło tamtego dnia x lat temu, nigdy jednak nie sprawiał wrażenia, jakby chciał o tym mówić. Kiedyś powiedział jej, że mama i tata umarli, a ona pokiwała tylko głową, udając, że rozumie, co to znaczy umrzeć. W rzeczywistości nie miała pojęcia, ale była pewna, że Matt też nie wie, więc nie pytała. Z resztą wyglądał na smutnego - pewnie dlatego, że też nie znał tego słowa.
Do dziś znaczenie śmierci nie wyjaśniło się dla Cleo ani trochę, pomimo, że miała już czternaście lat i nie była głupia. W Wammy's House właściwie nie mówiło się na "trudne tematy", czyli takie, które mogą sprawić niektórym dzieciom przykrość. Cleo nie rozumiała tego dziwnego tabu. Nie mogła przez to poznać znaczenia śmierci. Matt nie chciał z nią rozmawiać na ten temat. Uznała, że jest głupi, a potem zaśmiała się w duchu, bo przecież był mądrzejszy od niej. Dlaczego więc nie wiedział, czym jest śmierć?
Mello twierdził, że śmierć jest wtedy, kiedy ktoś znika, co wydało się Cleo wyjątkowo bezsensowną definicją, bo wszystkie prawa fizyki temu zaprzeczały. Ludzkie ciało nie mogło tak po prostu zniknąć. Podejrzewała, że Mello używał jakiejś dziwnej metafory, której ona nie potrafiła pojąć. Parsknęła w ciszę przed siebie, wyobrażając sobie absurdalne zjawisko znikających ludzi.
W ostatnich miesiącach dużo mówiło się o śmierci. Mello był tym wyjątkowo podekscytowany. Ciągle się zamyślał i wtedy nie wolno było się do niego odzywać, bo gdy wyrwało się go z zamyślenia, robił się zły, przeklinał i odchodził. Cleo nigdy nie próbowała iść za nim, bo podejrzewała, że wtedy będzie zły jeszcze bardziej.
Co do śmierci miała złe przeczucia. Powiedziała o tym Mattowi, a on pokiwał głową, ale nic nie odpowiedział. Cleo zmarszczyła brwi i odwróciła się do Mello, który akurat do nich podszedł. Szybko jednak stracił zainteresowanie przyjaciółmi i powędrował wzrokiem w kierunku snującego się po korytarzu białowłosego chłopca, którego imienia Cleo nie znała i jakoś nie chciała poznać. Od razu zagryzł wargę i spojrzał na niego spode łba, jednak ten nawet tego nie zauważył. Usiadł na podłodze i oddał się układaniu kostki Rubika.
Cleo miała złe przeczucie nawet wtedy, kiedy Roger zawołał Mello i białowłosego chłopca do swojego gabinetu. Patrzyła jak odchodzą oraz jak Mello zaciska pięści. Matt wyglądał na zaniepokojonego. Może też podejrzewał, ze stanie się coś złego?
Mello wyszedł z gabinetu Rogera po kilkunastu minutach. Na jego twarzy kwitły rumieńce, a jego spojrzenie wskazywało na to, że jest wściekły jak nigdy. Nawet na nich nie spojrzał, tylko od razu pobiegł do pokoju. Cleo i Matt powlekli się za nim i patrzyli w milczeniu, jak chłopak pakuje wszystkie swoje rzeczy do torby.
- Co robisz? - zapytał go Matt, wyraźnie zmartwiony.
- Odchodzę - warknął Mello, po czym minął ich w drzwiach i wybiegł na zewnątrz, a potem zniknął im z oczu.
Pomimo, że "zniknął", Cleo nie sądziła, żeby umarł. Raczej poszedł przed siebie. Nie wiadomo dokąd. Nie wiadomo po co. Cleo uważała, że nie wróci i rzeczywiście tak było. W końcu miała bardzo złe przeczucia.
Od tego czasu czuła narastające z każdym dniem uczucie pustki i niepewności. Jej podświadomość dawała jej znaki, że coś jest nie tak, ale ona nie wiedziała co, poza tym, że Mello nie było już w Wammy's House. Brakowało jej go, ale najbardziej niepokoiło ją to, że niemal przez cały czas miała złe przeczucia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz