czwartek, 21 lutego 2019

Rozdział I. I just wanna leave this place behind!


Matt pojawił się w holu spóźniony o pięć minut, jak to miał w zwyczaju. Cleo stała przy drzwiach z założonymi rekami, oparta barkiem o ścianę, próbując zignorować swoje obawy. Kiedy chłopak zszedł po schodach i rzucił na podłogę torbę ze swoimi rzeczami, wyprostowała się i spojrzała w górę, usiłując nawiązać kontakt wzrokowy. On jednak unikał jej spojrzenia, czemu się nie dziwiła. Nie potrafił popatrzeć w oczy własnej siostrze w momencie, kiedy zostawiał ją samą w najbardziej parszywym miejscu, jakie znała, na zdecydowanie zbyt długi okres czasu.

- Spójrz na mnie - zażądała.

Z ociąganiem skierował na nią wzrok i westchnął, nie wiedząc, co zrobić. Tyle razy tłumaczył jej, że to tylko rok. Przecież mogli się się spotykać co jakiś czas. Cleo jednak była uparta i nie potrafiła lub po prostu nie chciała przyjąć do wiadomości jego racji.

- Daj mi adres - powiedziała do niego, na co on pokręcił głową.

- Wiesz, że nie mogę.

- Możesz! - Cleo niemal krzyknęła. - Daj mi ten zastany adres, chyba że chcesz, żebym plątała się po mieście jako bezdomna.

- Uciekniesz z sierocińca, kiedy ci go dam.

- Oczywiście, że ucieknę! Co ty sobię myślisz? Że będę siedzieć sama w tej dziurze? Najpierw zostawił nas Mello, a teraz ty chcesz odejść. Jesteście obaj tak samo beznadziejni!

- Cleo... - Matt próbował zdobyć się na nieco ostrzejszy ton, ale nie potrafił krzyknąć na siostrę w takiej sytuacji. Dobrze wiedział, co czuła i bolało go to tak samo, jak ją. Nie chciał zostawiać jej samej, bo byli nierozłączni od śmierci rodziców, ale musiał - właśnie dzisiaj skończył osiemnaście lat, a to oznaczało, że nie jest już dłużej wychowankiem tego sierocińca. Cleo jednak musiała zostać tu jeszcze przez rok, co traktowała jako najgorszą karę i chciała jej uniknąć za wszelką cenę.

- I tak cię znajdę - powiedziała dziewczyna ze zmrużonymi oczami. Matt nie mógł temu zaprzeczyć. Jego siostra bez wątpienia nie podda się, dopóki nie wpadnie do jego wynajętego, ciasnego mieszkania z tryumfem wymalowanym na twarzy. Zawziętość była jedną z jej najbardziej niebezpiecznych cech, nie tylko dla otoczenia ale także dla niej samej. Czasami go to wręcz martwiło.

- Muszę iść... - Chłopak spojrzał w bok, nie mogąc dłużej wpatrywać się we wściekłą siostrę. Kątem oka zauważył Rogera wychodzącego ze swojego gabinetu.

- Tchórz - warknęła Cleo do Matta, na co on przewrócił oczami. Był przygotowany na liczne wyzwiska i przekleństwa z jej strony. Naprawdę chciał zabrać ją ze sobą, ale gdyby Cleo nagle zniknęła z Wammy's House, w pierwszej kolejności zaczęliby szukać jej u niego. Mieliby kłopoty. O ile był w stanie przygarnąć dziewczynę za kilka miesięcy, kiedy już będzie miał bardziej stabilną sytuację, teraz nie wchodziło to w grę. Odwrócił od niej wzrok, nie chcąc ulec presji jej wściekłego spojrzenia i zwrócił się w stronę Rogera, który właśnie do nich podszedł.

- Nadszedł czas, panie Jeevas - powiedział mężczyzna. Był w podeszłym wieku, o czym świadczyły szarawy odcień jego skóry i twarz poprzecinana licznymi zmarszczkami. Na nosie miał okulary z grubymi szkłami. Jego wygląd wzbudzał litość i sympatię, a przynajmniej u Matta; ostatnia osoba, którą Cleo lubiła, właśnie odchodziła. - Widzę, że siostra przyszła się pożegnać.

- Tak... Z pewnością będzie tęsknić. - Matt zaśmiał nerwowo, miał nadzieję, że nie nerwowo. - Do widzenia, panie Roger.

- Do widzenia. Życzę powodzenia. - Dyrektor uścisnął Mattowi dłoń i podał teczkę z jego dokumentami, po czym pozwolił mu zwrócić się w stronę siostry i przytulić ją. Kiedy tylko chłopak schylił się i objął ją, ona niemal w ogóle nie odwzajemniła tego gestu.

- Pół roku - szepnął jej na ucho. Był w stanie poczekać przynajmniej tyle czasu. Cleo jednak zdawała się tego nie słyszeć.

- Znajdę cię i zabiję - wycedziła przez zęby, czego Matt oczywiście nie wziął sobie do serca ani trochę. Mimo to już układał plan na nie do końca niespodziewane zjawienie się Cleo w jego mieszkaniu.

- Też cię kocham, siostrzyczko. Do zobaczenia za rok - powiedział już na głos, po czym przekręcił klamkę drzwi, zarzucił sobie na ramię torbę, zapiął kurtkę i wyszedł.

Dopiero kiedy znalazł się poza zasięgiem wzroku Rogera i Cleo, zatrzymał się i wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów, po czym odpalił jednego. Ruszył w stronę swojego nowego lokum, chcąc nacieszyć się samotnością, zanim Cleo go znajdzie.

Wammy's House nigdy nie było dla niego złym miejscem - zastępowało mu dom. Co to jednak za dom, kiedy nie ma w nim rodziców? Cleo nienawidziła tego sierocińca, a teraz zapewne znienawidziła go jeszcze bardziej. Matt miał wyrzuty sumienia, że musiał ją tam zostawić. Wiedział, że nie na długo, bo dziewczyna na pewno ucieknie, ale w głębi serca liczył, że może posłucha jego słów chociaż raz. Pomimo że czasami bawiło go jej podejście do trudnych sytuacji, konsekwencje tego były często niezbyt przyjemne. Oby tylko nic jej się nie stało, pomyślał i oparł się o chłodny mur. Dmuchnął dymem z papierosa. Wiatr natychmiast rozwiał szarą chmurkę i nie pozostawił po niej śladu. Wokół było tak cicho, że aż dziwnie. Po chwili zaczął padać śnieg.

*

Cleo stała w oknie swojego pokoju i ze złością patrzyła na drogę za ogrodzeniem, nie mogąc do końca zrozumieć, jak Matt mógł ją tak zostawić. To trochę bolało. Tak, mogli mieć przez to kłopoty, racja. Jednak wrodzona zaradność była w stanie wyciągnąć ich z kłopotów, czego była pewna, bo wielokrotnie tak się zdarzało. Wyciągnęła zza łóżka notatnik i przewertowała go. Na jednej ze stron widniały napisane na kolanie adresy kilku mieszkań w okolicy. Cleo podsłuchała kiedyś Matta i Rogera, gdy zajmowali się wyborem lokum dla chłopaka. Uśmiechnęła się pod nosem, choć nie miała pewności, gdzie dokładnie zamieszkał jej brat i czy w ogóle wybrał którąkolwiek z tych pozycji. Nie pozostawało jej jednak nic innego, jak wszystkie sprawdzić.

Ucieczkę z Wammy's House zaplanowała na najdalej miesiąc później. Sądziła, że w tym czasie uda jej się odszukać wystarczająco dużo informacji, by móc odejść z sierocińca. Wzięła pod uwagę także momenty, kiedy nie będzie mogła pracować nad swoim celem, ale i tak zamierzała zrobić wszystko, żeby w końcu się stąd wydostać. Znaleźć Matta, potem wspólnie z nim poszukać Mello i wrócić do dawnego życia... Do dawnej przyjaźni. I może trochę miłości.

niedziela, 17 lutego 2019

Prolog

Zawsze kiedy Cleo miała złe przeczucia, oznaczało to, że niedługo stanie się coś niedobrego.

Poranki w Wammy's House były najbardziej parszywym rodzajem poranków, jakie istniały. Cleo nienawidziła ani poranków, ani Wammy's House, ale w żadnym wypadku nie chciała, żeby cokolwiek zmieniło się w jednym, lub drugim. Lubiła jedynie Matta i Mello, a oni zawsze byli przy niej, jednak od rana miała złe przeczucia, dlatego spodziewała się, że niedługo coś się zmieni i to nie będą zmiany, które jej się spodobają. Nie miała jednak wpływu na większość rzeczy dookoła niej i to ją drażniło - nie lubiła, kiedy otoczenie informowało ją, że jest bezsilna i niepotrzebna. Wystarczające znaki dali jej i Mattowi rodzice x lat temu. Cleo nie pamiętała niemal niczego z tamtego dnia i jedynym, co utkwiło jej w pamięci było to, że obudziła się rano z bardzo złym przeczuciem i to był właściwie ostatni raz, kiedy Cleo i Matt widzieli mamę i tatę.

Matt mówił, że pamięta, co się zdarzyło tamtego dnia x lat temu, nigdy jednak nie sprawiał wrażenia, jakby chciał o tym mówić. Kiedyś powiedział jej, że mama i tata umarli, a ona pokiwała tylko głową, udając, że rozumie, co to znaczy umrzeć. W rzeczywistości nie miała pojęcia, ale była pewna, że Matt też nie wie, więc nie pytała. Z resztą wyglądał na smutnego - pewnie dlatego, że też nie znał tego słowa.

Do dziś znaczenie śmierci nie wyjaśniło się dla Cleo ani trochę, pomimo, że miała już czternaście lat i nie była głupia. W Wammy's House właściwie nie mówiło się na "trudne tematy", czyli takie, które mogą sprawić niektórym dzieciom przykrość. Cleo nie rozumiała tego dziwnego tabu. Nie mogła przez to poznać znaczenia śmierci. Matt nie chciał z nią rozmawiać na ten temat. Uznała, że jest głupi, a potem zaśmiała się w duchu, bo przecież był mądrzejszy od niej. Dlaczego więc nie wiedział, czym jest śmierć?

Mello twierdził, że śmierć jest wtedy, kiedy ktoś znika, co wydało się Cleo wyjątkowo bezsensowną definicją, bo wszystkie prawa fizyki temu zaprzeczały. Ludzkie ciało nie mogło tak po prostu zniknąć. Podejrzewała, że Mello używał jakiejś dziwnej metafory, której ona nie potrafiła pojąć. Parsknęła w ciszę przed siebie, wyobrażając sobie absurdalne zjawisko znikających ludzi.

W ostatnich miesiącach dużo mówiło się o śmierci. Mello był tym wyjątkowo podekscytowany. Ciągle się zamyślał i wtedy nie wolno było się do niego odzywać, bo gdy wyrwało się go z zamyślenia, robił się zły, przeklinał i odchodził. Cleo nigdy nie próbowała iść za nim, bo podejrzewała, że wtedy będzie zły jeszcze bardziej.

Co do śmierci miała złe przeczucia. Powiedziała o tym Mattowi, a on pokiwał głową, ale nic nie odpowiedział. Cleo zmarszczyła brwi i odwróciła się do Mello, który akurat do nich podszedł. Szybko jednak stracił zainteresowanie przyjaciółmi i powędrował wzrokiem w kierunku snującego się po korytarzu białowłosego chłopca, którego imienia Cleo nie znała i jakoś nie chciała poznać. Od razu zagryzł wargę i spojrzał na niego spode łba, jednak ten nawet tego nie zauważył. Usiadł na podłodze i oddał się układaniu kostki Rubika.

Cleo miała złe przeczucie nawet wtedy, kiedy Roger zawołał Mello i białowłosego chłopca do swojego gabinetu. Patrzyła jak odchodzą oraz jak Mello zaciska pięści. Matt wyglądał na zaniepokojonego. Może też podejrzewał, ze stanie się coś złego?

Mello wyszedł z gabinetu Rogera po kilkunastu minutach. Na jego twarzy kwitły rumieńce, a jego spojrzenie wskazywało na to, że jest wściekły jak nigdy. Nawet na nich nie spojrzał, tylko od razu pobiegł do pokoju. Cleo i Matt powlekli się za nim i patrzyli w milczeniu, jak chłopak pakuje wszystkie swoje rzeczy do torby.

- Co robisz? - zapytał go Matt, wyraźnie zmartwiony.

- Odchodzę - warknął Mello, po czym minął ich w drzwiach i wybiegł na zewnątrz, a potem zniknął im z oczu.

Pomimo, że "zniknął", Cleo nie sądziła, żeby umarł. Raczej poszedł przed siebie. Nie wiadomo dokąd. Nie wiadomo po co. Cleo uważała, że nie wróci i rzeczywiście tak było. W końcu miała bardzo złe przeczucia.

Od tego czasu czuła narastające z każdym dniem uczucie pustki i niepewności. Jej podświadomość dawała jej znaki, że coś jest nie tak, ale ona nie wiedziała co, poza tym, że Mello nie było już w Wammy's House. Brakowało jej go, ale najbardziej niepokoiło ją to, że niemal przez cały czas miała złe przeczucia.
Theme by Mia